Gmina Koczała. Problemy zapaśników z Łękini

Piotr Furtak
Fot. Materiały ZUKS Łękinia
Gmina Koczała. Problemy zapaśników z Łękini. Bartek Ciesielski jest kolejnym zawodnikiem, który wywalczył medal mistrzostw Polski dla ZUKS Łękinia. Tydzień przed nim Patrycja Strzelczyk w Siedlcach wywalczyła srebrny medal na najważniejszej imprezie w kraju, teraz z medalem wrócił Bartek Ciesielski. Według Daniela Połowyszczaka to niespodzianka, szkoleniowiec bardziej stawiał na Kacpra Kopczaka, brązowego medalisty sprzed roku. Podczas rozgrywanych kilka dni temu Mistrzostw Polski Młodzików w Zapasach w Stylu Klasycznym, Kacprowi nie udało się jednak stanąć na podium. Problemem są jednak nie medale, ale pieniądze, a konkretnie ich brak.

Łękinianie na zawody do Żukowa jechali na własny koszt. Zarówno rodzice zawodników jak i trener musieli wyłożyć z własnych kieszeni po 200 złotych.
- Wprawdzie nie musieliśmy jechać zbyt daleko, bo mistrzostwa odbywały się w Żukowie, ale trzeba było zapłacić za noclegi, wyżywienie... - mówi Daniel Połowyszczak. - Nie wyobrażałem sobie, abyśmy odpuścili najważniejszą imprezę w roku, tym bardziej, że obaj chłopcy mieli szanse na medal.
ZUKS Łękinia utrzymuje się z grantu przyznawanego przez urząd gminy. Zapaśnicy starali się na ten rok o kwotę 12 340,60 zł – dostali 10 tysięcy złotych. To nieco więcej niż rok wcześniej, ale jak widać, za mało. Warto podkreślić, że Daniel Połowyszczak, który ze swoimi zapaśnikami spotyka się kilka razy w tygodniu nie dostaje za to pieniędzy. To ewenement w przypadku szkoleniowca, który przywozi medale z najważniejszych imprez w kraju.
- Muszę porozmawiać z wójtem na temat finansowania klubu – mówi trener Połowyszczak. - To nie powinno wyglądać w taki sposób. Ja też nie powinienem przez cały czas pracować za darmo.
Daniel Połowyszczak udowodnił, że w niewielkiej miejscowości w niedużej gminie można zrobić coś, o czym będzie mówiło się w całej Polsce. Patrząc na dokonania Patrycji Strzelczyk można być niemalże pewnym, że jeśli nie dojdzie do jakiegoś kataklizmu, ta dziewczyna za kilka – kilkanaście lat może reprezentować Polskę na olimpiadzie, lub też innych najważniejszych imprez na świecie. Szkoda byłoby to zaprzepaścić, na razie jednak zapaśnicy z Łękini łatwej drogi nie mają. Wydawało się, że światełkiem w tunelu będą ubiegłoroczne zawody, które udało się zorganizować w hali sportowej szkoły w Koczale. W tym roku zawody również były wpisane w kalendarz imprez zapaśniczych. Niestety ani wójt, ani radni nie podjęli tematu i zawody się nie odbyły.
Według trenera Połowyszczaka zapasy w gminie Koczała mogłyby stać na jeszcze wyższym poziomie, gdyby udawało się prowadzić zajęcia na hali gimnastycznej w Koczale. Wówczas chętnych do uprawiania tego sportu prawdopodobnie byłoby zdecydowanie więcej niż w tej chwili. Rodzice nie zawsze mogą, albo chcą dowozić kilka razy w tygodniu swoje pociechy na zajęcia w świetlicy w Łękini. Niestety na razie zielonego światła do zapaśniczych treningów w Koczale nie ma.
- Moim zdaniem po prostu nie chcą nas w szkole – komentuje rozgoryczony Daniel Połowyszczak. - Podobno powodem jest brak miejsca na materace. A wystarczyłoby złożyć je w rogu sali...

Co na ten temat Eugeniusz Dmytryszyn, wójt gminy Koczała? O tym piszemy w "Dzienniku Człuchowskim" z 18 listopada.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Joanną Fiodorow

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie